Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej. Dowiedz się więcej Rozumiem

Niedzielne chrześcijaństwo



Tekst: Marek Lipski
 
W dzisiejszym chrześcijaństwie istnieje pewien ponaddenominacyjny ruch. Jednoczy młodych i starych, bogatych i biednych, protestantów i katolików.
 
Można zaryzykować twierdzenie, że jest to ruch obejmujący swym zasięgiem najszersze rzesze spośród wszelkich ponadwyznaniowych ruchów chrześcijańskich. Żaden ruch w dziejach Kościoła nie miał jeszcze tylu zwolenników. Na ogół jednak wyznawcy ci są głęboko zakonspirowani. Nie tylko nie są na pierwszy rzut oka rozpoznawalni dla swoich współbraci, ale nawet potrafią się zakonspirować sami przed sobą. Warto im się przyjrzeć, bo ruch ten jest naprawdę dominujący. To ruch niedzielnych chrześcijan!
Czym wobec tego charakteryzują się ci przebiegli kryptochrześcijanie?
 
1. Żyją w podziemiu. Starają się wyglądać normalnie, zmieszać się z tłumem. Czasami dla lepszego efektu pozują na zaangażowanych, jednak ich oddanie jakiejkolwiek służbie jest zawsze powierzchowne i tymczasowe, ponieważ ich główne motto brzmi: „Po pierwsze wygoda!”.
 
2. Chodzą do kościoła w niedziele, ewentualnie „bywają” częściej – przykładowo w środy – ponieważ istnieją wśród nich różne odłamy, np. środowych chrześcijan. My jednak skoncentrujmy się na głównym nurcie. Chodzą więc zwłaszcza w niedziele, starannie jednak dbając, aby – nie daj Boże – konieczność chodzenia do kościoła nie kolidowała z tym, co jest przecież najważniejsze w życiu każdego chrześcijanina – WŁASNYMI PLANAMI.
 
3. Uważają, że już sama obecność na spotkaniu Kościoła dowodzi ich niebywałej pobożności, a całe Niebo powinno się radować na czele z Trójcą Najświętszą, że w ogóle ich zaszczycili. Taka strata czasu to dopust boży! Nie-dzielni chrześcijanie mają przecież tyle spraw na głowie...
 
4. Są ogólnie nastawieni na branie, absolutnie nie na dawanie czegokolwiek z siebie – oprócz swej niezwykłej obecności, ma się rozumieć. Gdy zmusisz ich jednak do zrobienia czegoś, uczynią to bez entuzjazmu i z widoczną irytacją. Jeżeli natomiast ICH oczekiwania nie zostają zaspokojone, rozglądają się za innym, „lepszym” kościołem. Bo wiadomo – jeśli kościół chce MNIE zatrzymać, musi coś zaoferować. Przecież ma płacone. Zwłaszcza duchowny. To oczywiste, bo nikt nie robi w ich przekonaniu niczego za darmo. Jak wiadomo, w życiu musi być wygodnie. Zimno, gorąco, ciasno, daleko – to ONE zawsze stoją na przeszkodzie ich wierze. Dlatego też największym uciskiem, jaki muszą znosić za swoją „wiarę”, jest ucisk kołdry.
 
5. Ogólnie nie podejmują się służby. Jeżeli jednak, to w sposób niezobowiązujący i niepoddany absolutnie żadnemu autorytetowi ani planowi, z którego można by w jakiś sposób ich rozliczyć. Z rozmysłem nie angażują się w nic, co miałoby służyć Kościołowi – bo Kościół jest na niedziele! Nie ma to jak wolność w Chrystusie!
 
6. Modlą się tylko w kościele – przecież to i tak dużo, rzadko w domach, zazwyczaj o siebie.
 
7. Nie lubią przeciągających się spotkań, długiego uwielbienia, długich modlitw i w ogóle wszystkiego, co może im popsuć szyki na tak piękne popołudnie. Wiadomo – zupka w domciu nastawiona, rodzinka pod drzwiami, no i ulubiony serial ucieka...
 
8. Są zawsze gotowi do krytyki – zwłaszcza gorliwych – ci ich najbardziej irytują. Liderów służb traktują jak wyrobników zobowiązanych IM służyć. W końcu od czego są liderzy?
 
9. Biblię czytają nieregularnie. Dlatego czasem mylą Izaaka z Izajaszem, a Saula z Samuelem. Bo i co za różnica przecież... Zresztą, z czego mieliby czytać, skoro zazwyczaj nie noszą Biblii. Zabierają ją najwyżej do łóżka, bo to niedaleko – w razie kłopotów z zasypianiem.
 
10. Zawsze mają ważne sprawy. MUSZĄ wyjść wcześniej albo spóźniają się, bo mieli coś niecierpiącego zwłoki do zrobienia (tylko inni spóźniają się, bo są niepunktualni). Ogólnie inni ich raczej nie interesują, ponieważ cudze problemy mogłyby im rozbić ICH DOSKONAŁY PLAN NA NIEDZIELĘ.
 
11. Nie lubią zbierania ofiary ani nauczania o niej. W związku z tym, że z kościoła korzystają tylko w niedzielę, nie dają dziesięciny. Bo i za co? Za te cztery wyjęte z życiorysu przedpołudnia w tygodniu? Niedoczekanie! Jeżeli już coś dają, liczą na szybki zwrot. W końcu żyjemy w epoce fast food, więc Bóg powinien się dostosować!
 
12. Ponieważ na ogół usiłują uchodzić za tych „jedynych zrównoważonych”, z tą samą łatwością, z jaką krytykują gorliwych, usprawiedliwiają grzech i liberalizm – własny i innych ze swego ruchu.
 
13. Nie lubią duchowych, a także ponadnaturalnych, nieprzewidzianych sytuacji. Wszelkie niekonwencjonalne zachowanie wyprowadza ich z równowagi. Polegają na swoim zdrowym rozsądku. Nieracjonalne zachowania irytują ich i niepokoją.
 
14. Nie ewangelizują innych, bo to niezręczne i niewygodne. Jeszcze ktoś ich weźmie za świra albo dewota. Prawie nikt nie wie, że są chrześcijanami, bo równie niechętnie dzielą się świadectwem. Zresztą statystycznie rzecz biorąc – ile może cię spotkać niezwykłych przeżyć do opowiedzenia – tylko w niedzielę, i to przez godzinę?
 
15. Prawdopodobnie winszują sobie teraz, że ten artykuł nie jest o nich. No cóż, przecież są dobrze zakonspirowani...
 
Jeżeli odkryłeś w sobie – co możliwe – nie-dzielnego chrześcijanina, a chciałbyś jednak stać się chrześcijaninem dzielnym, spróbuj zrozumieć kilka znaczących faktów, a gwarantuję ci, że twoje podejście do chrześcijaństwa się zmieni. Oto one:
Kościół nie jest wynalazkiem ludzi! Jak pewnie wiesz, Słowo Boże nazywa wierzących wielokrotnie „dziećmi Bożymi”, co wyraźnie wskazuje na Boży zamysł, aby z wierzących uczynić rodzinę. Kościół nie jest więc jakimś stowarzyszeniem lub grupą wzajemnej adoracji, do której przynależność jest dobrowolna. Po prostu w rodzinie się rodzisz i kropka. Rodziny się nie wybiera. Albo stajesz się jej członkiem poprzez narodzenie w niej i jesteś jej częścią, albo cię w ogóle nie ma! Nie ma chrześcijanina bez kościoła, tak jak nie rodzi się dziecko bez mamy i taty. Jeżeli nie uznajesz tej okoliczności, oznacza to, że nigdy nie narodziłeś się na nowo. Jeżeli jednak uznasz swój kościół za rodzinę, którą wybrał dla ciebie sam Bóg – a On się nie myli, to uznaj też, że jest to najbardziej optymalne miejsce dla twojego rozwoju i wzrostu. Wobec tego im więcej statystycznie będziesz spędzał w tym otoczeniu czasu, tym lepiej dla ciebie. Zupełnie jak dla ogórka w szklarni. Przebywaj w niej jak najwięcej! Proste?
Kościół nie jest sceną. Bóg nie wymyślił Kościoła po to, abyśmy mogli łatwym kosztem pobawić się w teatrzyk, gdzie raz w tygodniu możemy wystąpić jako ktoś inny – na przykład namaszczony ewangelista lub miłosierny Samarytanin, a potem przez resztę tygodnia aż do następnego „spektaklu” być, kim chcemy. Prawdziwe chrześcijaństwo dzieje się w prawdziwym życiu. A prawdziwe życie toczy się – z czym mam nadzieję, że się zgodzisz – poza murami kościoła. Bóg patrzy na całe twoje życie, a nie na tych parę godzin, które spędzasz w kościele! Proponuję ci, abyś zszedł więc ze sceny i nie wychodząc z roli, zaczął nią żyć na co dzień.
Kościół nie jest widownią. A usługujący to nie aktorzy, którzy żyją z pracy dla twojej przyjemności. To tacy sami ludzie jak ty. Też, tak jak ty, przeżywają zmagania, a mimo to usilnie płacą cenę, aby Kościół działał. Nie myśl, że nie przeżywają czasem pokusy, by rzucić tę robotę i usiąść obok ciebie. Każdy chciałby przecież żyć wygodnie. Zamiast więc krytykować kazanie czy roztrząsać się nad słabą organizacją, może sam ruszyłbyś się ze swojego miejsca i pomógł im pchać ten wózek? Bo żeby się toczył, trzeba pchać bez przerwy. Czym niby różnisz się od innych? Myślisz, że oni są do pchania, a ty do jeżdżenia? Im, tak jak i tobie, trzeba czasami usłużyć, żeby złapali oddech. Jak sprawiedliwość to sprawiedliwość! I zastanów się – jak wyglądałby twój kościół, gdyby każdy wkładał w niego tyle co ty?
Kościół nie jest tylko na niedzielę. Jezus nigdy nie wspominał o utraceniu swojej niedzieli dla Niego. On mówił o całym twoim życiu! Bóg nie chce tylko niedziel. No, chyba że konsekwentnie na swoją wiarę poświęcisz tylko niedziele, ale wtedy oczekuj Bożego zaopatrzenia, Bożej pomocy, Bożej odpowiedzi na modlitwy i w ogóle jakiegokolwiek Bożego działania też tylko w niedziele. Przez resztę tygodnia nie zawracaj Bogu głowy żadnymi swoimi sprawami. Jeśli ty chcesz być dla Boga tylko na niedzielę, to dlaczego On miałby być dla ciebie na resztę tygodnia? Bądź konsekwentnie niezależny!
Zaśpiewajmy więc razem! „Ale za to niedziela, ale za to niedziela, niedziela będzie dla... MAS!
 

Zobacz także

VideoBox_20140220

Pogoda

Na skróty